Łączna liczba wyświetleń

piątek, 4 lipca 2014

Matura 2014, komentarz do wyników.

Co rozumiemy pod hasłem: "Jak wypadła matura w tym roku?".
Większość osób myśli o wynikach jakie otrzymali maturzyści.
Maturzyści i ich wyniki, to jednak oddzielne zagadnienie. Poziom matury i jakoś wiedzy maturzystów to także oddzielne zagadnienie.

Żeby odpowiedzieć na pytanie jak wypadła matura w 2014, trzeba przeanalizować, jak bardzo Gaussowski  okazał się rozkład wyników.


Spójrzmy zatem na tzw. rozkład normalny, owy Gaussowski rozkład:

Sam wykres o ile nie mieliśmy go wcześniej objaśnionego nic nam nie mówi. I ja może też postaram się ograniczyć do jego znaczenia w tzw. nowej maturze.
Taki właśnie wykres jest celem nowej matury i taki kształt w założeniu powinny przyjąć wyniki z każdego przedmiotu.
Jeżeli wykres jest właśnie takiego kształtu (na razie tylko sam kształt), oznacza to, że matura optymalnie rozdzieliła uczniów względem ich wyników.
Na poziomej osi, wyobraźmy sobie wyniki z matury w procentach. Od 0% do 100%. Na pionowej osi, ilość uczniów która uzyskała taki wynik.
Ot wykres poniżej dobrze to ilustruje:


Widzimy, że najbardziej popularne wyniki (ten wykres nie przedstawia realnych danych, używam go tylko jako przykładu) są w granicach 55% do 61%. Czyli, jeżeli to byłby wykres np. matury z poziomu rozszerzonego z chemii, nasz wynik w tych granicach mówiłby, że napisaliśmy maturę zupełnie przeciętnie. Mniej więcej szacując na podstawie wykresu, napisanie na 85% stawia nas wśród 5% najlepiej zdanych matur. Z mojego doświadczenia wynika, że bycie w 5% najlepszych zazwyczaj kończy się dostaniem na oblegany kierunek na dobrej uczelni. Bycie w 10% nadal nam daje duże szanse dostania się na dobry kierunek.

Gdyby matura była za łatwa wyniki wyglądały by tak:

Wyraźnie widać, że uczniowie w dużej grupie zdobywali maximum punktów, bardzo duża liczba procentowo napisała prawie perfekcyjnie. I tutaj należy zacytować wypowiedź z animowanego filmu dla dzieci "12 prac Asteriksa": "W naszej wiosce też mamy zawody (w bieganiu), ale wszyscy pijemy magiczny napój i dobiegamy do mety w tym samym czasie, a potem ciągniemy losy kto wygrał".
Matura ma rozdzielić, przepraszam za wyrażenie, ziarno od plew. Wyniki egzaminu, zaprezentowane powyżej, pokazują, że egzamin nie dał szansy najlepszym na wykazanie się.

Odwrotny przypadek, egzamin za trudny poniżej:

Z jakiegoś powodu uczniowie nie poradzili sobie dobrze z tym egzaminem. Polowa punktów to 25. Zdecydowana większość uczniów nie zdobyła nawet połowy. Takie wyniki, powinny powodować, że w ministerstwie edukacji powinny zawyć syreny i rozbłysnąć, czerwone lampy ostrzegawcze.
Pytania jakie należy w takiej sytuacji to:
Czy egzamin, aby faktycznie nie za trudny? Jeśli tak to dlaczego? Czy nie dostosowaliśmy zadań do zakresu nauczania? Może postawiliśmy duży nacisk, na tematykę, których uczniowie nie zdążyli przerobić.
Łatwo umiem sobie wyobrazić, że tak mógłby wyglądać wynik egzaminu z historii, w którym dużo pytań było z historii współczesnej. Nauczyciele nie są w stanie przerobić całej historii w 3 lata, w zakresie godzin jakimi dysponują. Ich nauczanie kończy się na II wojnie światowej, a później, uczniowie muszą sobie sami doczytać.
Powodem, może być również, że brak nam odpowiednio wyszkolonej kadry pedagogicznej. Albo zupełnie prozaicznie, uczniowie żyją w gnuśności i przez to głupieją! Może, to wyniki matury z biologii, każdemu marzyło się być lekarzem, nie każdy się nadawał. Matura celowo zaplanowana na trudną, aby odróżnić najlepszych, efekt brzemienny w skutkach, ogólnie słabe wyniki.
Może to egzamin z j. polskiego i cóż, chujowy temat rozprawki?
Pamiętajmy, że matura z biologii, będzie zazwyczaj trudniejsza niż np. matura z geografii, gdyż biologia często otwiera drogę na bardzo pożądane kierunki jak medycyna, stomatologia, psychologia. Nie mówię, że pożądane na rynku pracy, mówię, że to takie które wydają się atrakcyjne młodym ludziom.
Ten egzamin będzie trudniejszy, bo nie może dojść do sytuacji w której uczelnie nie wiedzą kogo wybrać, bo 600 osób z wynikiem 100% zgłosiło się na 120 miejsc.

Jeśli egzamin zostanie zaprojektowany w taki sposób, że część zadań będzie bardzo łatwa a reszta bardzo trudna, wyniki będą wyglądały tak jak czerwony wykres na obrazku poniżej:


Używam tu ilustracji nie związanej z wynikami matur. Ale gdyby czerwony wykres reprezentował, wyniki zadań z matematyki oznaczało by to że:
1/3 zadań była na poziomie 2+2=
1/3 zadań była na spodziewanym poziomie matury i część uczniów poradziła sobie z nimi dobrze, część średnio a część słabo.
1/3 zadań była z z poziomu wydziału matematyki z Harvardu i najzdolniejsi wypisali zaledwie dane i szukane do zadań. Taka matura na szczęście się nie zdarzyła, była by to porażka komisji, która układa zadania.

Jeśli wyniki matur wyglądały by jak niebieski wykres powyżej, bardziej płaski, bardziej "równy",
oznaczało by to, że w kraju mamy bardzo nierówny poziom nauczania. Jeśli taka sama liczba uczniów, pisze egzamin na 0%-10%, 11%-20%, 21% do 30% itd do 100% Oznacza, że egzamin był na tyle łatwy, że uczniowie z pewnych miejsc napisali go bardzo wysoko a w innych nie umieli się nawet do niego zabrać, to wniosek jest tylko jeden. Nierówne szanse dla wszystkich.

Ogólnie zbyt płaski wykres, oznaczałby porażkę systemu edukacji.

Gdyby wykres miał dwa lub trzy maxima, oznaczało by to, że społeczeństwo jest podzielone na nierównie edukowane grupy:


Jeśli tak jak powyżej wyglądały by wyniki matur, oznaczało by, że mamy dobrze wyedukowaną grupę dzieci patrycjuszy i równie dużą, źle wyedukowaną grupę plebejuszy, chłopskie dzieci. Po środku mniejsza grupa, powiedzmy - kupców?  Na szczęście takich obrazków nie oglądamy.

Wracając do pierwszego wykresu ("idealnego"):

Krzywa Gaussa, Rozkład Gaussa, Rozkład Normalny

Posiłkując się tym wykresem, aby statystyce stała się zadość:
Dobrze zaprojektowana matura będzie skutkować z rezultatami:
68,2% ludzi zdających zdadzą maturę w przedziale od 30%-70% wszystkich możliwych punktów. Gdzie 30% punktów z matury zdobywają maturzyści którzy na wykresie znajdują się na linii oznaczonej jako "-sigma". 70% punktów z matury mają uczniowie oznaczeni na wykresie jako "sigma". Pomiędzy "1sigma" a "2sigma" znajduje się grupa uczniów która otrzymała pomiędzy 71% a 90%.
Oznacza to, że 15,8% ludzi powinno matury nie zdać, aby można było powiedzieć, że matura odniosła sukces, czyli spełniła swój cel.
Celem jeszcze raz powtórzę, jest prawidłowa ocena stanu wiedzy ucznia w dniu pisania egzaminu maturalnego. 

Oczywiście, czasem czyjś stan wiedzy jest wyższy lub niższy niż wskazywałby na to jego wynik z matury. Każdy egzamin będzie obarczony takim błędem. I jedynym sposobem na wyeliminowanie lub zredukowanie tego zjawiska byłoby organizowanie 6 egzaminów maturalnych w ciągu liceum, co pół roku z tematyki, która była w programie nauczania przewidziana na dany semestr. Wtedy jeden dzień niedyspozycji fizycznej lub emocjonalnej, nie rzutowałby tak mocno na nasze wyniki.
Było by to jednak trudne do zrealizowania ze względu na koszty. Uważam natomiast, że warte, bo zmuszało by to uczniów do systematycznej pracy. Dodatkowo, po maturze 1 z 6, uczeń widziałby, na ile napisał maturę, rozumiałby, czy jest jest na dobrej drodze do wymarzonych studiów, czy musi się mocno zabrać do pracy.

Natomiast jakie wyniki widzimy z matur?

Widzimy, że wykres jest lekko przesunięty w prawo, czyli matura jest troszkę za łatwa, ale wybaczalnie. Może uczniowie po prostu byli lepiej przygotowani, niż komisja edukacji przewidywała.

Widzimy bardzo ważną dziurę w rozkładzie normalnym, która po prawej stronie skutkuje lokalnym maksimum na wykresie.
Jest to efekt naciągania wyników. Uczniowie którzy zdobywają w rzeczywistości, 27%, 28% i 29%, jak widać mogą liczyć na to, że ich wynik zostanie podciągnięty do 30%. Również maksimum, 100% punktów, jest większe niż 99%. Uczniowie zwyczajnie za zajebiste napisanie matury, dostają mały kredyt zaufania od nauczycieli i jeśli jest wątpliwość w jednej z odpowiedzi, raczej się już ją uzna za poprawną.

Matura zatem spełnia swój cel, poróżnia, segreguje uczniów na skali od 0 do 100. Skala od 0 do 100, jest lepszą skalą niż ocena w szkole od 1 do 6.
Zwróćcie proszę uwagę na dwie rzeczy i więcej nie grzeszcie komentując wyniki z matury.

1. Matura nie ma na celu podzielenia maturzystów na 2 grupy, tych co zdali i tych co nie zdali. Matura ma ich podzielić na 101 grup, odpowiadających procentom zdobytym na maturze 0%, 1% itd. do 100%.
Stara matura, wydawała się trudniejsza, bo miała podzielić ludzi na tych którym matura otwiera drogę na studia, lub daje prawo do ubiegania się o koncesję na sprzedaż alkoholu (było takie prawo), lub zamyka tą drogę. Teraz to nie jest zadaniem matury.
Bardzo upośledzone wydają mi się wypowiedzi na forach internetowych, których to autorzy mówią, że teraz każdy debil może mieć maturę a za jego czasów...
Za bardzo "lady punk" ukształtowało Wasze poglądy. Zaliczenie matury na 5 nie tłumaczyło wcale Waszego miejsca na świecie. Nauczono Was, że zdanie matury to szczególne osiągnięcie. Nadano sztuczną wartość temu egzaminowi. Powiem więcej, nawet jeśli stary system nauczania lepiej Was przygotowywał do studiów i mieliście więcej wiedzy "szkolnej", jaka była Wasza wiedza użyteczna o świecie? Śmiechu warte, że dalej ogromna osób ze starymi maturami, ledwo potrafi posługiwać się komputerem, a żeby wykonać takie trywialne operacje jak reinstalacja systemu czy zainstalowanie drukarki wołacie dzieciaka sąsiadów z "gimbazy", a on ma to wszystko tak obcykane jakby się z tą wiedzą urodził. I można mówić, że to tylko dlatego, że za Waszych czasów nie było komputerów i dlatego im to lepiej idzie niż Wam. Oczywiście to jest argument. Taki sam argument ma młodzież mówiąc, że nie wie kiedy był Chrzest Polski, bo za ich czasów nie było Chrztu Polski.

Ostatecznie wracając do meritum. Matura nie ma na celu podzielić ludzi na tych, którzy do końca życia zamierzą się chwalić, że zdali maturę i na tych, którzy ze spuszczoną głową będą mówić, że im się nie udało.
Może to właśnie boli tak bardzo? Nie można już się chełpić zdaniem matury, bo już przestało to być osiągnięciem? To samo z tytułem magistra i powoli doktora. Więc proszę mówić wprost: "liczyłem na to, że ze zdaną maturą będę miał wystarczającą edukację na dobre stanowisko, a teraz moje plany zostały rozwiane". Na to mogę powiedzieć, że przykro mi...

 

2. Uczniowie konkurują ze sobą.
Dobrze zdać maturę oznacza teraz, być lepszym od innych. Żeby to osiągnąć trzeba uczyć się przez cały 3 lata liceum, w przeciwnym wypadku nie mamy szans na dostanie się na dobry i oblegany kierunek studiów. Trzeba podjąć decyzję o studiowaniu już na początku liceum i być konsekwentnym. Skupić się na przedmiotach, które chcemy zdać, które są podstawą do naszych studiów (historia - prawo, biologia - medycyna, matematyka - informatyka itd.) Aby odnieść sukces, w tym systemie trzeba dojrzewać szybciej niż inni, to jest trudność nowej matury.





5 komentarzy:

  1. Co za wyliczeń matematycznych - zgoda.
    Uwagi mam tylko do dwóch ostatnich akapitów. Po pierwsze czy nie wydaje Ci się, że ten wybór drogi edukacji jest jednak wcześnie? Chodzi mi o to, że jeśli chce się dostać na renomowany kierunek studiów, to dobrze pod tym kątem wybrać też szkołę średnią, a bywa że nawet i gimnazjum. Z tego co widzę, to bardzo dużo osób w tym wieku nie myśli jeszcze tak dalekosiężnie (ba, niektórzy i w liceum nie wiedzą na co chcą iść) i albo wybierają pod wpływem impulsu albo decydują za nich np. rodzice. Inna sprawa, że może w takich żyjemy czasach, gdzie trzeba wcześnie decydować o swojej przyszłości i stworzyć dla siebie jakiś plan działania na lata do przodu.

    Druga sprawa jest taka, że obecnie przy zmniejszającej się ilości studentów, straszeniu niżem demograficznym (nie bezpodstawnie) i pozyskiwaniu studentów przez uczelnie na wszystkie możliwe sposoby, kryteria przyjęć spadły. Jasne, że na taką medycynę czy architekturę ciągle nie jest łatwo się załapać, ale jest mnóstwo innych, podobnych kierunek, na które liczbę chętnych wynosi np. 0,8 albo 1,1 na miejsce - czyli nic nadzwyczajnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się z Tobą, że wcześniej jest dobrze wybierać porządne gimnazjum i porządne liceum. Pisząc artykuły o edukacji skupiam się raczej na liceum jako, bo mam nadzieję, że jacyś licealiści trafiają na tą stronę i to im chcę trochę poradzić.
      Co do lat wcześniejszych, wyboru szkoły podstawowej oraz gimnazjum, raczej to rodzice mają najwięcej do powiedzenia i mam nadzieję, że chcą dla swoich dzieci jak najlepiej, wysyłają je do możliwie najlepszej szkoły.
      Pamiętajmy, że wpływ rówieśników czasem jest silniejszy niż wpływ rodziców, zwłaszcza w buntowniczym wieku przez który prawie każdy przechodzi. Osobiście uważam, że posłanie dziecka do szkoły, w której ono będzie się wstydziło jeśli będzie dostawać słabsze oceny i umieć mniej niż rówieśnicy, bardzo zaoszczędzi rodzicom kazań w domach. Wbrew pozorom nie jest to brutalne, młody człowiek musi się gdzieś zacząć uczyć tego, że będzie kiedyś rywalizował na rynku pracy z innymi kandydatami, po prostu tak działa świat.

      Co do drugiej kwestii, też się zgadzam z Tobą, że na studia jest się dostać bardzo łatwo. Natomiast ja prowadzą swojego rodzaju krucjatę przeciwko "byle jakim studiom". Jest to zwyczajnie oszukiwanie siebie i innych. Z przykrością trzeba stwierdzić, że na wielu kierunkach nazywanych wśród starszego pokolenia "michałkami", studenci nic się nie uczą, marnują tylko czas i pieniądze, pracodawcy traktują ich tak samo jak osoby bez wyższego wykształcenia, tylko bardziej zarozumiałe i chcące więcej. Pisząc "michałki" mam na myśli takie kierunki, które można by prowadzić na strychu, w parku lub przez internet, gdzie jedynie jest potrzebny ktoś kto da wykład i ktoś kto będzie udawał, że słucha. Kierunki gdzie nie potrzeba laboratoriów, praktyk zawodowych odbytych w czasie studiów, gdzie studenci w ramach zajęć praktycznych przebierają się za reprezentanta różnych nacji i bawią się w posiedzenie ONZ. To wszystko to tylko przedłużenie liceum i taka zabawa w naukę, często na koszt podatnika, jestem przeciwny bardzo mocno temu zjawisku i mam nadzieję, że niż demograficzny pochłonie kilka bezużytecznych prywatnych uczelni.
      Kiedy wywodzę się nad tym, że ciężko dostać się na studia, zawsze mam namyśli dobry kierunek na dobrej uczelni bo tylko to daje solidną podstawę do dobrej pracy.

      Dziękuje za komentarz.

      Usuń
  2. Sądząc po tym co się ostatnimi czasy dzieje w szkołach (kubły na śmieci rzucane na głowy nauczycieli, patologie w gimnazjach, wyniki matur), to jestem zdania, że stary system był jednak lepszy. Matura była rzeczywiście maturą, a nie pytaniami do tekstu czy wpasowywaniem się w klucz. Początkowo pomysł był taki, że wyniki nowych matur mają zastąpić egzaminy wstępne, ale okazało się, że poziom jest tak niski, że szkoda gadać. Wpływ rówieśników też mi się wydaje istotny: zdrowa konkurencja i rywalizacja może przynieść tylko profity.
    Ze studiami to stawiałbym na w pełni płatne wszystkie kierunki. System kredytów studenckich (jak w Stanach) albo np. obowiązek odpracowania w kraju przynajmniej tyle czasu, ile się studiowało bezpłatnie (jak na Węgrzech) - wszyscy ci którzy wybierają studia, bo nie wiedzą co wybrać albo "jakoś to będzie" zupełnie bez pomysłu, zastanowili by się dwa razy przed wyborem byle jakiego kierunku. A gdyby nigdzie nie poszli to też tragedii by nie było: w końcu nie każdy musi mieć wyższe wykształcenie.
    Też nie jestem zwolennikiem prywatnych uczelni (a przynajmniej nie takiego ich wysypu jak obecnie). Co ciekawe, wszystkie te prywatne oferują niskonakładowe kierunki: informatyki i jej pochodne (do czego potrzeba tylko wyposażyć pracownię w komputery), księgowości/ekonomie czy stricte humanistyczne, gdzie potrzeba tylko książek i tablicy. Nie spotkałem się z uczelniami prywatnymi medycznymi czy technicznymi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że szkoły nie dają sobie rady z funkcją wychowawczą młodzieży przyczyn zapewne jest kilka. Dzisiejsi 35 latkowie zaledwie musnęli system szkolnictwa w PRL, gdzie człowiek bał się państwa a szkoła bądź co bądź była organem państwowym. 40 latkowie, którzy pamiętają jaki strach wzbudzała osoba nauczyciela, nie potrafią lub nie chcą przekazać tego swoim dzieciom. Ogólnie co to owijać w bawełnę, chamstwo i pospólstwo nie czuje już bata nad sobą i się zachowuje niegodnie. Ciężko naprawdę wskazać gdzie jest tego przyczyna. Uważam, że nie ma adekwatnych kar dla młodzieży. Życie w społeczeństwie, wiąże się z przestrzeganiem zasad, wrzucenie kubła na głowę nauczycielowi, to świadome ich załamanie. Kara nie powinna krzywdzić fizycznie lub psychicznie, ale być dotkliwa, zabierać to co bardzo lubi, ale tak naprawdę do rozwoju prawidłowego nie jest niezbędne np. siedzenie w "kozie".

    Co do w pełni płatnych wszystkich kierunków to mam mieszane uczucia. Niestety bardziej wartościowe studia kosztowały by więcej np. medyczne, techniczne itp. A przecież z perspektywy państwa chcemy zachęcać ludzi do studiowania tych kierunków. Z drugiej strony widząc darmozjadów, którzy bimbają na studiach, mają za darmo edukację, do tego dostają stypendia "naukowe" za bycie idiotami oraz często stypendium socjalne, to mnie skręca, bo o wiele lepiej można te pieniądze wydać. Zamiast studiów płatnych oraz kredytów studenckich, zmieniłbym system stypendiów, łatwiej było by dostać stypendium na kierunku, na który rynek pracy wykazuje zapotrzebowanie i to powinno kierować owieczki na właściwe pastwiska.

    OdpowiedzUsuń