Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 4 listopada 2013

Korpoludek na delegacji, czyli hulaj dusza piekła nie ma. Delegacje na koszt firmy, Texas, Austin, wizy do USA.

Tytułem wstępu, przepraszam za brak ogonków w większości tekstu i prawdopodobną masę błędów. To tak w duchu, aby forma nie przerosła treści.


Znów będę chwalił korporacje i walczył z mitem wyzysku pracowników przez niewidoczna zła sile. Zostałem wysłany na 2 tygodnie do Texasu, aby odbyć tam szkolenie. O szczegółach pisać nie mogę, ale to tez nie jest ważne. Napisać mogę, ze moja firma jest klientem korporacji w której odbyłem szkolenie i to szkolenie dotyczy określonego produktu. Ponieważ na zakupy u tej firmy wydaliśmy już kilkanaście jak nie kilkadziesiąt milionów dolarów, warto być również dobrze przeszkolonym przez producenta żeby czegoś nie spieprzyć. Oczywiście taki trening kosztuje, niestety nie wiem ile, ale jestem przekonany ze ponad 10tys. dolarów od osoby plus, hotel, samolot, wynajem samochodu i żarcie dla mnie, ogólnie jakieś 5.5$ tys. Co bardzo cieszy bo jeszcze nie bylem na wakacjach, które kosztowały jakieś 16-17tys. złotych na osobę. Musze przyznać, ze chętnie to powtórzę. I to nie jest jakaś ekstrawagancja, tylko korporacyjne myślenie.
Warto, tu tez dodać, ze takie trening kończy się dostaniem certyfikatów, bardzo dobrze rozpoznawalnych w branży i jest się znacznie bardziej wartościowym pracownikiem lub kandydatem na pracownika jeśli by się chciało pracować dla konkurencji. A konkurencja nie śpi, headhunterzy siedzą na rożnego rodzaju portalach gdzie to logujemy się szukając pracy i jak już dumnie na nich ogłosimy, ze mamy ta prace, to oni odczekają troszkę żebyśmy nabyli doświadczenie i zaczyna składać oferty. Nie wydaje mi się to do końca legalne, ale jest prawdziwe i ja ich ganiał nie będę za to.

Tak podsumowując, co daje nam korporacja na delegacjach to płaci za bilety samolotowe, hotel, wynajem samochodu, paliwo i w moim przypadku 50$ na żarcie i picie dziennie. I mówi się, ze pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, ja szczerze wole korporacyjna kartę kredytowa bo nie trzeba po niej sprzątać, a czas z nią spędzony daje dużo radości :).
Jakość hotelów także wysoka, osobiście nigdy bym sobie nie pozwolił na 127$ za dobę, zresztą nie ma takiej potrzeby, bo za ta cenę dostaniemy w USA male mieszkanko, a nie pokój.

Teraz pytanie, czy faktyczni takie marne 50$ na jedzenie dziennie to dużo czy mało. I czy to 127$ za dobę hotelowa to dużo. Otóż najpiękniejszą rzeczą w USA są ceny. Europa zachodnia jest dużo droższą prawie pod każdym względem. Polska tez nie wyglada dobrze. I tak na posilek w bardzo eleganckiej restauracji z pysznym jedzeniem, w ilosci "duzo za duzo" wystaczy nam 30$Texas rowniez zdaje sie byc tanszy niz np. Illinois (Chicago)wiec generalnie jako miejsce do zycia zawsze polecam USA. Tu jak narazie jedyna rzecza, ktora widzialem o wiele drozsza niz w Europie sa meble. Produkty budowlane rowniez przyjmuja jakies chore ceny  co skutkuje tym ze amerykanie buduja domki z drewna, czego ja nie jestem osobiscie fanem. Rowniez podatki za nieruchomosc moga okazac sie bardzo wysokie, wszystko bedzie zalezalo od naszej dzielnicy. Tutaj nie mam dokladnych danych, ale jak czasem ogladamy uwaznie seriale amerykanskie jak np. "Two and a Half man", to moze wylapiemy, ze Charlie placil tam okolo 100tys dollarow samoge podatku za nieruchomosc w Santa Monica (rocznie). Oczywiscie, przecietny amerykanin zarabia sporo mniej rocznie niz podatek Charliego, ale ten podatek jest dotkliwy dla roznych klas spolecznych.
A tak poza tym, to jest tu tanio. Tanie paliwo 3$/galon, tania elektronika, tanie domy, tanie ciuchy, tanie samochody, ukryte przeceny... ach Murica! Kupilem sobie skorzane pumy, wartosc 100$, w Polsce nigdy nie kupowalem wiec nie wiem ile kosztuja, pewnie troszke wiecej. Poszedlem ladnie do kasy zaplacilem 57$, bo byla ukryta przecena, upii!
Ogolnie robie zakupow w USA sprawia duzo przyjemnosci i nakreca gospodarke. Oczywiscie USA jest pograzona w kryzysie... Co takiego o tym swiadczy? No na pewno nie samochody bo ponad 50% samochodow to pickup albo SUV. W USA Toyota RAV 4 jest w srod 50% raczej mniejszych samochodow na ulicach niz tych wiekszych. I pisze tutaj o samochodach,ktorych ludzie uzywaja na codzien a nie np. zwiazanych z wykonywana praca. Kryzysu tez nie widac w wieku samochodow, przynajmniej w texasie, bo srednia wieku samochodow byla na pewno mniejsza niz 5 lat, zreszta 5 lat na amerykanskich drogach to szmat czasu, odleglosci sa wieksze totez 40tys. km rocznie jest do wyrobienia. Przy takim zuzyciu samochod musimy zmieniac co kilka lat. Kryzysu nie widac za bardzo na w codziennym zyciu, bo kryzys ciagnie za soba zjawiska spoleczne takie jak proba zarobienia na wszystkim. A w USA wrecz przeciwnie, przeceny do 70%, duzo rzeczy darmowych jak np. nie limitowany alkohol za darmo w hotelu od 17.00 do 19:30, darmowa Cola w klubie dla osob nie pijac alkoholu (jak nie pijesz jestes automatycznie uznany za kierowce o jest smutne , wiec na otarcie lez jest darmowa cola).  Takze, bylem, zobaczylem i kryzysu nie dostrzeglem. W Austin nawet kilka wierzowcow w samym centrum zaczelo sie budowac, a cale miasto jest bardzo dopieszczone , nie mowiac o tym, ze imprezuje na olbrzymia skale.

Wiec jak sie dostac do USA? Dla Polakow nigdy nie bylo to latwe i oczywistym jest, ze nigdy nic sie w tym kierunku nie zmieni. Warto natomiast obalic kilka irytujacych mitow na temat procedur emigracyjnych, jakie my Polacy od lat pielegnujemy.
Mit 1. Amerykanie nas traktuja gorzej niz inne kraje Europejskie, bo reszta UE moze podrozowac bez wizy.
Ten mit to taka pol legenda a pol prawda, a pol nieprawda! Kraje Europy zachodniej jak np. Irlandia naleza do grupy objetej programem ESTA. Co oznacza ze bez wizy (obowiazkowa rejestracja online ) moga sobie przyjechac do USA kiedy chca. Polacy nie sa w tej grupie. A dlaczego? Bo nie spelniamy warunkow. Jakich? Rocznie ponad 10% aplikacji o wize jest odrzucanych, jesli bedzie mniej niz 10%, automatycznie bedziemy w programie ESTA. No tutaj mowimy troche o paradoksie, bo to konsul decyduje kto dostaje wize a kto nie, wiec w zwiazku z tym co roku moga dawac okreslona liczbe odmow np. 11% zeby utrzymywac koniecznosc ruchu wizowego dla Polakow. I czemu nie? W konsulacie w Krakowie bylem ze 4 razy, zawsze kolejka na 100 osob, kazda tam za procedure wizowa zaplacila 100$No to kupa pieniedzy dziennie wychodzi, dobry biznes. Ale, zeby byc sprawiedliwym. Aplikujacy o wize tez powinni sie ogarnac. Ten system jest bardzo prosty, mamy 5 minut w konsulacie zeby przekonac konsula, ze rodzaj wizy na ktora aplikujemy, pokwa sie z naszym rzeczywistym zamiarem wyjazdu. Krotko mowiac, esli aplikujemy na wize turystyczna, musimy udowodnic ze jedziemy tam zwiedzac a nie pracowac. Wiec, nie trzeba mowic konsulowi ze sie jedzie do szwagra na 3 miesiace, szwagier ma firme budowlana, ja mam piatke dzieci i jestem bezrobotny, ale twardo sie upieram, ze jade na wakacje. Warto np. miec wyciag bankowy, z suma im wieksza tym lepsza i powiedziec, Panie konsulu, ja mam kasy jak lodu i chce ja wydac w USA. Przygotowac sobie dobra gadke, ze sie chce zwiedzic to i tamto i sramto. Miec przy sobie dowody na to, ze ma sie do czego wracac w kraju. W moim przypadku, gdy ubiegalem sie wize, Pani konsul zapytala mnie co robie w zyciu, a ja ze jestem w polowie studiow. A gdzie? Na UJ - odrzeklem i pokazalem indeks (ktorego nie kazano przynosic, a jednak sie przydal). Pani konsul przyznala mi wize od razu (30 sek. rozmowy). Warto tez wygladac schludnie, duzy ubaw mialem obserwujac w kolejce dreadlorda w spodniach moro, ktoremu mina wyraznie zrzedla po rozmowie z konsulem, ktory to przez szacunek do aplikujacych ubral sie w garnitur, wiec Ty tez okaz troche szacunku.  Jeszcze wiecej radochy mialem jak grupa Polakow, stojac przed konsulatem w kolejce (grupy sa przyjmowane o okreslonych godzinach), dzielili sie swoimi planami w USA, kazdy oczywiscie planowal pracowac tam nielegalnie. Selekcja naturalna. Jeden z pracownikow konsulatu, stal w tej grupie i sie przysluchiwal, prawdopodobnie wiz nie dostali. I tak wlasnie, mamy w kraju 13% Polakow - kozakow, ktorzy wykazujac sie blyskotliwoscia, przed konsulatem opowiadaja o tym ile to pieniedzy zarobia w USA jesli tylko uda im sie oklamac konsulat i mowia to do pracownika konsulatu. Potem, mamy 13% odmow i nie ma ruchui bezwizowego.
Mit 2. Jak zniosa wizy bedzie mozna wyjechac do USA i zarobic.
To bardzo glupi mit, bo jedyne wizy ktore moga kiedykolwiek zostac zniesione to wiza B1/B2, czyli turystyczna/biznesowa. Ja osobiscie jestem nie znoszeniem tych wiz, bo ja juz jedna mam i jest ona lepsza niz program ESTA i kosztuje 100$ i troch eczasu raz na 10 lat. czemu ta wiza jest lepsza, bo na programie ESTA, mozna w USA spedzic legalnie 90 dni w ciagu dwoch lat a no wizie B1/B2 znacnzie wiecej. wiza B1/B2 to wiza wielokrotneog przekraczania, czyli kiedy chce to jade. Na lotnisku, zazwyczaj wlepia nam pieczatka i napisza ze czas pobytu nie moze byc dluzszy niz 6 miesiecy. Przed uplywem terminu nalezy opuscic USA i znow przekroczy granice np. na nastepny dzien i znow dostaniemy jakis tam okres legalnego pobytu. Natomiast to co nalezy podkreslic, ta wiza nie daje nam mozliwosci pracy w USA (legalnej pracy, a o nielegalna ciezko i nie polecam). Program ESTA tez nie pozwala pracowac mieszkancom Europy w USA! To kto moze pracowac w USA? No Amerykanie, osoby posiadajace prawo stalego pobytu oraz osoby posiadajace jedna z pracowniczych wiz. I nie jest prawda, ze Irlandczyk poprostu wyjedzie sobie do USA i podejmie tam prace ot tak, tylko dlatego, ze nie potrzebuje wizy zeby przejsc przez amerykanska granice.

No to teraz o samym Texasie. Jest to ciekawy stan, bardzo amerykanski a jednoczesnie bardzo anty unijny. Texas, nalezal kiedys do Meksyku, potem zdobyl swoja niepodleglosc, az wkoncu przylaczyl sie do unii po to zeby sie z niej odlaczyc na czas wojny secesyjnej i nie musiec uczestniczyc w konflikcie. Texas dalej dba o swoja niezaleznosc i za kazdym razem, gdy demokrata zostaje prezydentem USA groza odlaczeniem sie od unii. Gdzies slyszalem, ze gdyby sie odlaczyli byli by dalej w pierwszej 10tce najbogatszych krajow na swiecie (nie dokonca wiem jakie kryteria przyjeto), ale wcale nie jest to nierealne. Oprocz ogromnych wszedobylskich flag USA, doslownie na kazdym kroku powiewaja flagi Texasu, co pokazuje tutejsza swiadomosc niezaleznosci. Texas jest stanem czerwonym, co oznacza, ze zawsze wygrywaja tu wybory republikanie. Republikanie chetnie obnizaja podatki dla osob bogatych, zgodnie z mysla, ze osoba zamozna, placac niskie podatki, szybko pomnozy swoj majatek, biznes rozkwitnie i wygeneruje nowe miejsca pracy. Nie ma w tej polityce miejsca na pomoc socjalna. Bycie republikaninem laczy sie rowniez z tradycyjnym chrzescijanskim wzorcem modelem panstwa. Na ulicach pelno oszolomow czytajacych na glos biblie. I nie chce tutaj nikogo obrazac, ale ruchliwa ulica nie jest wg. mnie miejscem na tego typu rzeczy. Amerykanie na swoim ukochanym dollarze pisza "In God we trust", w Texasie rowniez pasowalo by stwierdzenie "In Gun we trust". Ogolnie w USA jest wiecej broni palnej w posiadaniu mieszkancow niz otkow i pieskow. Nie kazdy jest zwolennikiem bronii palnej co prawda, ale statystyke wyrabiaja hobbysci entuzjasci posiadajacy po kilka lub kilkanascie sztuk broni. Moj trener, posiada kilka sztuk broni krotkiej (m.in. desert eagle), bron mysliwska (sztucer, dubeltowka), shotgun co juz jest przegienciem, ale nic nie przebija starego dobrego AK47 znamym szerzej jako Kalasznikow. Gdzie kupil? W sklepie. Co potrzebowal? Dokument tozsamosci i pieniadze. Ach z tymi pieniedzmi to przesadzam bo za wszystko zaplacisz karta mastercard  mozesz kupic bron na kredyt. Na restauracjach i barach przy wejsciu, zobaczymy znaki zakazu palenia oraz wnoszenia broni. W San Antonio, gdzie bylem zobaczyc Alamo i samo miasto, ktore jest bardzo ladne, spotkalismy kilku panow z M16 na plecach chodzacych sobie po centrum miasta w bialy dzien. Mowiac o stereotypach jakze niedobrych, kazdy z nich mial burackiego wasa i jeansy. Policja przepytywala ich czemu tak chodza z bronia, ale wydaje mi sie ze jedyne co mogli zrobic to zapytac. Akurat odbywal sie zjazd zwolenikow broni palnej, wiec cale miasto bylo dosc uzbrojone. Ja nie jestem calkowitym przeciwnikiem posiadania  broni, czul bym sie nawet bezpieczniej posiadajac jakas. To co mi sie natomiast nie podoba to, ze ktos inny tez moze taka miec, a zdecydowanej wiekszosci ludzi bym nie zaufal w tej kwestii. Trzeba miec rowniez swiadomosc ze bron bardzo sie rozni od siebie. Niektore moga nam sluzyc do obrony, inne sa typowo zaprojektowane do szturmu. I tak jesli ktos strzela z broni krotkiej, ukrycie sie za samochodem powinno nam wystarczyc (oczywiscie nie za szyba samochodu). Natomiast cytujac mojego trenera, kule z kalasznikowa przebijaja silnik (nie na wylot), wie bo strzelal i spowodowal zapalenie sie samochodu (olej silnikowy). Ot Texanskie popoludnie! Nie ma potrzeby, aby jakikolwiek cywil posiadal bron szturmowa i tutaj amerykanie zupelnie przesadzaja. Az dziw bierze, ze przy takiej latwosci dostepu do broni palnej, jest tak malo strzelanin. Co znaczy malo? W samym Chicago,  kazdego tygodnia ktos dostaje kulke i konczy z roznym skutkiem, nie jest to juz nawet temat na tyle dobry, zeby spominac w wiadomosciach. Najwiecej strzelanin bo prawie calosc zdarza sie w dzielnicach ubogich, czesto zdominowanych przez czarnoskorych. Dla tych, ktorym juz dzwoni w glowie czerwona lampa krzyczac rasizm!, przypominam, ze rasizm jest wtedy, kiedy sie slyszy, ze ktos strzelal z pistoletu  sie zaklada, ze to czarnoskory. Jesli ja mowie, ze czarnoskory strzelal w 95% przypadkow i tak faktycznie bylo, to rasizmem jest niewspomnienie tego faktu. Bo wtedy ignorujemy fakt, ze moze nienajlepiej im sie powodzi, skoro siebie morduja. Podobnie jak w Afryce, jesli ludzie sie morduja, to ciezko jeszcze powiedziec co mamy z tym zrobic. Jesli w Afryce Czarni zabijaja Czarnych, to znak ze Biali powinni wpasc zrobic porzadek. Jezeli Czarni zabijaja Bialych, to znak ze Biali powinni wrocic do siebie. No i jesli Biali zabijaja Czarnych w Afryce, to znaczy, ze rowniez powinni wrocic do siebie. Ignorowanie faktu, kto i po co strzela, nie moze miec miejsca, bo utrudnia rozwiazanie problemu. Czy Amerykanie chca rozwiazac problem? Narod moze i by chcial, ale rzadowi troche to nie na reke, duzo to kosztuje, moze prawo jest zbyt lagodne zeby bylo skuteczne? Ciezko powiedziec, co jest grane, ale napewno narod nie jest zadowolony z wynikow rozbrajania scowych gangusow, bo naprawde porzadni obywatele potrafia byc uzbrojeni lepiej niz nie jeden Afganczyk. Ach znow rasizm.
No to by/ly juz ceny, byla polityka to moze pogoda? Pogoda - zajebista, goraco polecam (przynajmniej w pazdzierniku ) - wystarczajaco cieplo o 5 po poludniu zeby skorzystac z basenu przed hotelem.

Austin, uwazane jest za swiatowa stolice muzyki na zywo. Nie wiem ile w tym prawdy, ale muzyka na zywo jest w kazdym barze, czasem nawet na ulicy, a czasem dwa zespoly na raz graja na roznych pietrach tej samej knajpy. Slynna 6 ulica w Austin jest miejscem dosc dzikim, rzecz by mozna ze ocieka nieprzyzwoitoscia w soczystym brudnym teksanskim stylu. Gawiedz chodzi niezle nastukana od baru do baru, od polnocy kobiety klada sie na jeszcze cieplym asfalcie, pewnie w celu wygrzania nerek, a starsi panowie chodza z oczami na wierzchu bo bardzo by chcieli a juz nie moga. Oczywiscie nie byla to by Ameryka, gdyby nie bylo tez tam grona "kugarzyc", czyli pan ktore tez by chcialy, ale juz nikt nie chce. I tak w tym burdelu,  ulica na wieczor jest wylaczana z ruchu a impreza ciagnie sie przez dobre kilka kilometrow I tak od czwartku do niedzieli. Poniewaz duza jest tam konkurencja (w sumie to klijentow tez nie brakuje), ale kluby niektore staraja sie bardziej. Co moze zachecac bardziej, do wejscia do klubu niz polnaga 19stka tanczaca na parapecie? Oczywiscie dwie polnagie 19stki tanczace razem na parapecie. Ile lat dziewczyny mialy to nie wiem, ale USA to kraj paradoksow, gdzie eby grac w filmie porno, trzeba miec 18 lat, a zeby napic sie piwa 21. Przynajmniej wiadomo, ze dziewczyny nie podejmuja tych decyzji pod wplywem alkoholu! Ale nie porno tutaj. Taniec w tych oknach to raczej wystepy kuso ubranych tancerek niz striptise, wiec nie jest tak znow dziko. Natomiast 2 razy widzialem rowerzystke - ekshibicjonistke, dwukrotnie w otoczeniu policji. A wspominalem juz, ze mottem miasta Austin jest "Keep Austin Weird! Trzeba przyznac, ze miejscowi sie staraja. Nie zabraklo tez prawdziwych kowboi, jeden kozak w klubie z elektronicznym bykiem, uznal ze mu stanie na glowie, i na stojaco bedzie go ujerzdzal, bez trzymanki, na najwyzszym poziomie trudnosci. Sami juz wiecie jak to sie skonczylo. Facet ujerzdzal tak tego byla cale 10 minut, ku uciesze tlumu, po czym zeskoczyl robiac salto i zamowil drinka. Texas bitches! - w tym momencie wiedzialem, ze nie ma zartow  Ci kolesie to prawdziwi wariaci a nie tylko banda pozerow. Idac dalej od centrum ulica szosta, na ktorej to bylem prawie codziennie, bo przeciez impreza na tyle dzika, ze mozna by tam nakrecic kolejna czesc The Hangover, mozemy sie poczuc troche nieswojo. Zaczyna sie robic bardziej lokalnie a mniej turystycznie, cale domki w stylu Bungalov zostaly tam zamienione na knajpy z ogromnymi ogrodkami za domem - impreza sie toczy dalej. Za 5 druga, wpadamy do baru, zamawiamy kolejne piwa i 5 minut pozniej tesmy wypraszani z baru!?! Prawo stanowe... Imprezka do drugiej zamykamy miasto, zwijamy asfalt itp. Duzy to dla mnie nonsens, kiedy jeszcze nie tak dawno temu zamykali mi miasto 6-7 nad ranem w Krakowie. W Boze Cialo wracalem autobusem z ludzmi jadacymi do kosciola, a tu taki zawod. Inne smieszne prawo, ktore moze skojarzymy, z reklamy Tyskiego, to mozliwosc zamowienia tylko dwoch napowoj alkoholowych na raz. Bzdura kolejna, ale co zrobic. Ktos mi probowal, wyjasnic dlaczego tak jest , ale ja nie znalazlem osobiscie w tym ani krzty logiki. No, ale nie mozna tego miasta nie polecic, jesli ktos chcialby zaimprezowac .

Waznym elementem kazdej z kultur jest jej kuchnia. Bledem jest kojarzenie USA z McDonaldem. Moze tak bylo jakis czas temu, moze to tez zalezy od stanu w jakim jestesmy, ale w Austin prawie nie widzialem fastfoodowych sieciowek. Byl McDonald jeden lub dwa, Taco Bell, Popaye i pare innych, ale meijsce zdominowane bylo przez naprawde dobre restauracje, przy ktorych popularne w Krakowie jakis czas temu Gruzinskie Chaczapuri moglo by sie schowac. I to nawet za swoich najlepszych czasow. I nie pisze tego jako niepoprawny fan USA, ale w ramach walki z kolejnym mitem. Jedzenie w USA jest naprawde dobre, wszystko zalezy od tego ile chcemy wydac. Ale ponad to wszystko, jedzenie w USA jest roznorodne. Natrafimy tu na wiekszosc kuchni swiata i bedziemy mogli sprobowac potraw jakie naprawde sie je w tych krajach. Oczywiscie zebym nie wyszedl na idiote, w restauracji Tajskiej nie sugerowano mi skorpionow na patyku, ale juz jakies kalamarnice byly calkiem powszechne. Takze dania na tyle orientalne zeby bez cudowania mogl je zjesc bialy amerykanin sa szeroko dostepne. Takim sprawdzianem np. Hinduskiej restauracji jest chicken Tikamasala, danie wymyslone w Glasgow, na potrzeby glodnych miesa i czegos nowego szkotow. Jesli podaja w restauracji hinduskiej, potrawy bazujace na miesie, to znaczy ze to nie jest orginalna kuchnia hinduska, to jest cos przygotowane dla nas.
Polacy w Teksasie to bardzo fajna grupa. Oczywiscie slyszac moj akcent ludzie czesto sie pytali skad jestem. Na to ze z Polski, kilku tez odpowiedzialo, ze sa Polakami. Za kazdym razem tak przekonywujaco, ze chcialem naturalnie przerzucic sie nie Polski, ale bylo by to bledem, bo nikt z tych Polakow nie potrafil prawidlowo wymowic swojego nazwiska. Takze to jest Polonia o ktorej pisalem wczesniej, tak sie nas bierze nagle 60mln rodakow.

No, ale zmieniajac temat. Na lekcjach geografi nauczono nas, ze Atlantyk to nie rzeka i zeby dostac sie do USA to leciec trzeba. Albo plynac, ale to karkolomne. W szkole nie nauczyli jak dziala system wizowy, ale to juz przerobilismy. Wiec mamy podstawy do przeanalizowania odprawy paszportowe. Zmienia sie to na lepsze. Lat temu 10, na Okenciu machalo sie paszportem naszym sluzba granicznym i oni zyczyli nam milej podrozy, no chyba ze ktos byl w wieku poborowym, to go trzepali. Natomiast zabawa zaczynala sie na lotnisku w USA. A do kogo jedziesz? A z kim bedziesz mieszkal? A podyktuj adres, a numer telefonu ma? A nie wiezie schabowych? A obieca ze nie zostaie tutaj nielegalnie? I najgorsze to wmawianie czlowiekowi, ze ostatni raz jak byl w USA to zostal dluzej iz mu bylo wolno. I rozmowa z idiota wygladala tak:
- Ostatni raz kiedy tu byles przebywales na terytorium USA dluzej niz pol roku. (Forma oznajmujaca).
- Nie prawda, bylem tylko 3 miesiace.
- A bilet ze wrocil po trzech miesiacach ma? (chodzi o bilet samolotowy z zeszlego roku).
- Nie ma bo wyrzucil, papieru nie zbiera, ale paszport i wize ma co wystarczy. Nigdy tez nie slyszal, ze trzeba miec bilet samolotowy zeszloroczny i wylotowy, zeby wjechac do USA.

Idiota nagraniczny mi odpuscil i laskawie nie zawrocil do Polski. Zdarzalo sie niejednokrotnie, ze mimo wizy w paszporcie na lotnisku, odmawiano wejscia i trzeba bylo sobie kupic troszku drogi bilet powrotny. Teraz po normalnej odprawie na lotnisku przez ktora przechodza wszyscy, jesli lecimy do USA, bedziemy kolejna rownie dluga albo i dluzsza odprawe do USA. Odciski palcow, zdjecie, krotka pytanie o cel wizyty, sprawdzanie bagazu itp itd. Roznica jest taka, ze jesli cos jest nie tak to dowiemy sie tego zanim wsiadziemy do samolotu i rozmawiamy z kims kto ma olej w glowie. Co przez to rozumiem? Ze jesli administracha USA ma wyslac swoich ludzi, zeby prowadzili odprawe na lotnisku w obcym kraju, to nie moze wyslac jelopow. Te osoby mieszkaja w tych krajach, i reprezentuja nijako USA, wiec musza byc reprezentatywni. Ci ktorzy decydowali o tym kto moze wejsc na terytorium USA , na miejscu tacy nie byli.  Wiec podsumowujac jest lepiej. Wiec co zatem jest po wyladowaniu na lotnisku w USA? Bierzemy bagaz i tyle nas widzieli.
Za nim jednak wyladujemy, musimy sie przeleciec. Tym razem Delta Airlaines, musze przyznac ze calkiem zajebiscie. Moze powinienem to napisac jak juz wyladuje, bo post ten tworzy sie w locie. Co oferuje nam delta w drugiej klasie? Wystarczajaca ilosc miejsca zeby moje 184cm wzrostu i rosnacy brzuch mogly wygodnie usiasc. Dosc dobre jedzenie, trzeba im to oddac. Oczywiscie dobre jak na samolotowe standardy. Czyms zajebistym jest WIFI na pokladzie, za ktory niestety trzeba doplacic, ale jesli koniecznie chcemy facebookowac przez 80%naszego czasu w samolocie, nie ma problemu. Niestety WIFI, na lotniskach w USA jest rowniez platne, co napawa mnie obrzydzeniem, bo w pubac jest za darmo. Najwiekszym pozytywem w drugiej klasie delta, jest telewizor w siedzeniu przed nami. Sami wybieramy co sluchamy, ogladamy, gramy (dotykowy ekran). Muzyki filmow i seriali jest na tyle duzo , ze kazdy znajdzie cos dla siebie. Z podobna kulturka spotkalem sie jadac autobusem z Pragi do Wiednia, gdzie podobny system znajdowal sie w fotelu przed kazdym pasazerem. Niestety przy autobusowych turbulencjach filmy przeskakiwaly albo sie zacinaly wiec nie bylo idealnie, ale idzie ku lepszemu. Czego nie moge powiedziec  Polskim PKP, ktore od lat trzyma ten sam niski poziom, odgraza sie teraz jakims pendolino  haslami, ze bedzie lepiej, ja poczekam, popatrze. Jak na razie podroze PKP traktuje jako pokute i hartowanie ducha i szczerze to juz troche pociagow, metr, promow, autobusow i samolotow przerobilem i nic nawet w polowie tak chujowego jak PKP nie spotkalem.
W tym wszystkim, najlepsze jest to, ze mialem wlasnie 2,5 tygodnia wakacji, za ktore to pewnie jeszcze dotane pochwale, ze sie tak zacnie uczylem. Wyplata na konto wpada jak zawsze, laduje o 7 rano w czwartek co sie liczy jako ze w pracy bylem,  piatek tez wolny bo jeden dzien po delegacji sie nalezy wolnego. Do tego poniedzialek jest wolny od pracy w Irlandii. Jak zapytalem szefa czy to wszystko jest w porzadku i czy faktycznie wychodzi mi tyle wolnego, rozesmial sie tylko mowiac glosno "Happy Days". I  tym optymistycznym akcentem warto zakonczyc ten post :).

8 komentarzy:

  1. Czy zgodziłbyś się z opinią, że Amerykanie są, pardon, głupsi niż społeczeństwa europejskie? Takie przeświadczenie jest bardzo popularne, ale sam jako że nigdy nie byłem w Stanach nie mam tego jak sprawdzić. Chodzi tu o braki w elementarnym wykształceniu (http://mistrzowie.org/602907/Natura) i ogólnie prostotę ludzi. Sztandarowym przykładem jaki się zawsze podaje jest fakt, że nie wiedzą nawet gdzie leży Polska, ile mamy kontynentów albo którą planetą od Słońca jest Ziemia. Może to rzeczywiście wina systemu edukacji, który się różni od naszego i zamiast dawać wiedzę na poziomie średnim z każdej dziedziny jest o wiele wcześniejsza specjalizacja i przygotowanie do przyszłego zawodu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedź na to pytanie to dobry temat na całego posta, bo jest to dość złożone.
    Krótko mówiąc, różnica między Europejczykami a Amerykanami nie jest tak duża jak my lubimy myśleć. Owszem są słabi z geografii świata, bo ta dziedzina jest często pomijana w ich podstawowej edukacji. Z drugiej strony mało który Polak za znaczy na mapie USA taki stan jak Montana, który jest większy od Polski.
    Jeśli chodzi o nich i o nas, to tu i tam będą ludzie inteligentni i zwyczajni idioci, różnica może jest jest taka, że Amerykanie są bardziej odważni (mniej czuli na krytykę) i ochoczą zaczną się wypowiadać w temacie z pozycji eksperta, tylko dlatego, że widzieli jakiś dokument na Discovery. Jednak czytając nasze fora, czasem mam wrażenie, że upadliśmy już tak nisko, że dalej się nie da. Powiedziałbym, że Amerykanie są od nas Polaków uprzejmiejsi, u nas szybko dochodzi do ubliżania sobie. Amerykanów uczy się zasad poprawnej dyskusji - nas uczy się tylko tego, że każdy ma prawo do swojej opinii.
    Amerykanie to nacja powstała z emigrantów z całego świata. Toteż rozrzut jaki będą prezentować jest ogromny. Jest wyraźna korelacja pomiędzy zamożnością rodziców a jakością edukacji jakie dostaje dziecko, w Polsce pod tym względem szanse młodych są dużo bardziej wyrównane.
    Amerykanie mają też mniejszą potrzebę do bycia omnibusami. Wiedzą, że nie muszą wiedzieć wszystkiego, aby sobie dobrze żyć, bo dużo łatwiej jest o pracę. Jednak Ci, którzy mają chęci i finansowe możliwości, często oddają się imponującym hobby jak np. przerabianie kosiarki na samolot we własnym garażu itp.
    W Irlandii dużo osób nie wie, gdzie ta Ukraina leży i po co mówi się tyle o tym w mediach, jeden doktor chemii był zaskoczony, że Polska graniczy z Ukrainą, więc geografia kule nie tylko w USA.
    Z drugiej strony w USA pewien Meksykanin mówił mi, że on ma 8 klas szkoły skończonej i w Meksyku był nauczycielem, Ci emigranci i ich dzieci mają bardzo słabe wyniki w szkołach i obniżają poziom, może to brzmi rasistowsko natomiast mimo, że są największa mniejszością narodową, ciężko spotkać inżynierów, lekarzy, prawników pochodzenia Meksykańskiego (osobiście znam dwóch Ph.D).
    Jeden Kenijczyk na stałe mieszkający w USA, również Ph.D sprzeczał się ze mną, że wirusem HIV nie da się zarazić od kobiety, jego brak elementarnej wiedzy, wynikał z wychowania za młodu w Afryce i uważam, że Afrykanie też często zaniżają średnią jakoś wiedzy Amerykanów.
    Poznałem wielu świetnie wyedukowanych Amerykanów i uważam, że nie odbiegają umiejętnościami od nas, często są nastawieni bardziej praktycznie do pracy niż teoretycznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie w tym tkwi sęk, czyli właśnie w tej różnorodności spowodowanej taką ilością imigrantów. Na dobrą sprawę Amerykanie to naród, który ma raptem niecałe 250 lat własnej historii (od, powiedzmy, deklaracji niepodległości) i nie ma tam rodzimych "Amerykanów" (bo to by musieli być pewnie Indianie), czyli są dosyć młodym narodem. To też przyciąga.
    Co do mniejszości się zgodzę, bo też mi się zawsze wydawało, że kolorowi, którzy nic od siebie nie dają tylko żyją z socjalu i mają postawę roszczeniową niczego dobrego nie wnoszą.
    Z drugiej strony są takie instytucje jak Harvard, Yale czy MIT, gdzie pewnie głąby nie pracują, a marki tych uczelni są rozpoznawane na świecie.

    O ile dobrze zrozumiałem jeden z postów na blogu, to na Zachodzie jest łatwiej o poświęcenie się pracy naukowej? W sensie, że niższy poziom wiedzy ułatwia zrobienie doktoratu, a to w czym są lepsi to wyposażenie pracowni i laboratoriów (nie porównując tutaj ze sprzętem na naszych pracowniach, które często pamięta słusznie minione czasy). Rzeczywiście ścieżka do np. profesury jest prosta?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kilka rzeczy będzie wpływać na łatwość zrobienia doktoratu. Najważniejsza jest atmosfera, doktoranci (także Polscy) robiący doktorat za granicą mniej narzekają, wniosek, że jest im milej doktoryzować się tam. Oczywistym jest, że gdzie więcej pieniędzy tam wyposażenie lepsze, łatwiej też o granty, ale szczególne znaczenie mają personalia. U nas często doktoranci i studenci są ofiarami nieprofesjonalnego zachowania ich wykładowców i prowadzących. Oczywiście student też święty nie jest, co tylko zaostrza "konflikt". Często też w Polsce mamy do czynienie z wewnętrznymi niesnaskami między osobami postawionymi wyżej w hierarchii, co odbija się na "pionkach".
    Oczywiście, innym powodem jest fakt, że jeśli łatwiej znaleźć jest pracę po licencjacie oraz po magisterce to ten doktorat nie jest tak atrakcyjny. Mi paru doktorów z pracy zazdrości, że zrobiłem jedynie magistra, bo zarabiam tyle co oni (te samo stanowisko, ja musiałem się wykazać i po roku szefowa uznała, że nie jestem wart mniej niż doktorzy wyuczeni w Irlandii i zasługuje na takie same zarobki). Studia doktoranckie bardziej wybiera się już z pasji, w Polsce wyraźnie przybiera to formę "idę na doktorat, żeby nie być bezrobotnym). Kandydat na doktora jest już mniej atrakcyjny, nie szlifuje się go ręcznie tylko podlega masowej obróbce a wartość doktoratu tanieje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam też wrażenie, że doktorat i studia w ogóle na Zachodzie kładą większy nacisk na praktykę (badania, praca w laboratorium, tworzenie czegoś, co potem ma przełożenie na rzeczywistość) niż na teorię (mnóstwo prac dyplomowych trafiających do szuflady, nic niewnoszących do późniejszych działań naukowych). Oczywiście dotyczy to kierunków, gdzie takie pracownie czy laboratoria są, bo trudno żeby np. na filologiach każdy absolwent otwierał szkołę językową. Przyjęło się też, że nasi absolwenci są dobrze widziani przez kraje europejskie właśnie z powodu przygotowania merytorycznego, co Twój przykład właściwie potwierdza.
    Ciekawe czy gdyby u nas - tyle się mówi o przeładowaniu szkół teorią - finansowanie było na poziomie zachodnim i relacje nauki z biznesem czy przemysłem były takie jak być powinny (bez tego nadmiaru absolwentów co poniektórych wydziałów) to czy faktycznie byłoby lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogolnie to moje male obserwacje szkol w USA i Irlandii, pokazuja, ze od samego poczatku jest wieksze zainteresowanie praktyka. Mlodziez czesto przygotowuje jakies prezentacje, wieksze firmy lubia sponsorowac rozne konkursy ze spora pompa i kosztownymi nagrodami. W samym spocie juz widac. ze organizowane sa zawody i miniligi dla dzieci i mlodziezy. Widac po rodzicah, ze sa w to zaangazowani, chodza na treningi zglaszaja sie na trenerow. Moze w Polsce nie ma tyle kasy, ale wiecej zaangazowania by nikomu nie zaszkodzilo. Nie ma sie co ludzic, ze w Polsce doczekamy sie szkol takich jak mialem okazje zwiedzic w Chicago (po godzinach). Bylo tam kilkanascie sal gimnastycznych (czesc specjalizowanych np. do baletu czy sztuk walki), potezny basen, sale naukowe bogato wyposazone itp. Znajac koszty budowy sali gimnastycznej przy szkole w moim rodzinnym miescie (3 mln zlotych), wiem, ze nie uda sie nam dogonic USA. Mity o tym, ze szkoly prywatne zaczna sie nagle rozwijac z czesnych placonych przez rodzicow mozna tez miedzy bajki wlozyc. Szkoly prywatne utrzymuja sie z czesnego rozwijaja z prywatnych dotacji. W bogatych dzielnicach w USA szkoly dostaja datki od rodzicow albo lokalnie ludzie zgadzaja sie placic wiecej w podatkach, zeby ich pociechy mialy dobra szkole blisko. To tez nie jest cos co w Polakach zrodzilo by sie nagle nawet po drastycznej poprawie gospodarczej w kraju. Taka postawa wymaga kilku pokoleniowej transformacji w mysleniu i celebrowaniu szkoly jako instytucji tak jak celebrujemy niektore sporty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako wielokrotny mieszkaniec Austin - i okolic - nie moge sie zgodzic z twoimi opiniami o cenach i kosztach zycia w USA :). Owszem - przylatujac z Irlandii - gdzie zarabaisz w Euro i przede wszystkim zarabiasz WIECEJ - wydaje sie super tanio.

    Ale jak sie przyjzysz co jest tanio i co jesz tanio... no coz to juz nie jest tak wesolo. Jakosc zywnosci w USA tej za 30$ w restauracji - to mniej wiecej - smietnik w Europie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Podejrzewam, że to zależy od miejsca. Można jadać w Macu i - z tego co wiem - wtedy rzeczywiście jest tanio, bo w USA fast-foody wychodzą jeszcze taniej niż u nas, a można się stołować w restauracjach. Poza tym, przeliczając nawet $30 = 30 zł, to u nas za te trzy dychy trudno zjeść na mieście coś większego, ale za to da się kupić surówki, kilka kilo ziemniaków i mięcho żeby zrobić samemu ;)

    OdpowiedzUsuń