Łączna liczba wyświetleń

piątek, 23 listopada 2012

Irlandzki piątek.

Po kilku wieczornych wyjściach połączonych z wnikliwą obserwacją otaczającego świata, nadszedł czas abym napisał coś o dość intrygującym zjawisku w Irlandii, zwanym popularnie piątkiem. 

W Irlandii piątek zdaje się być obchodzonym szczególnie gorliwie. W piątki często pracuje się godzinę krócej, żeby można było zacząć imprezę troszkę wcześniej. 
Już od godziny 15stej w pubach usłyszymy muzykę graną na żywo, które stanowi dobre tło, dla Irlandczyków przybywających watahami do środka. 

Ponieważ w pubach bez problemów zamówimy sobie posiłek w przystępnej cenie, na tyle dobry i syty, że spokojnie możemy potraktować go jako obiad, dość praktycznym się wydaje chodzenie do pubu zaraz po pracy. Piwo oczywiście leje się od razu strumieniami, a radość z tego faktu każe Irlandzkim samcom śpiewać piosenki.

Samice w tym czasie pozostają w swoich domach i szykują się na wieczorny wypad. Jako, że z reguły nie są zbyt urodziwe, albo ja jestem przyzwyczajony do dużo wyższych Polskich standardów, zajmuje im to więcej czasu. Określenia samiec i samica używam tylko po to, aby oddać prawidłowo naturę tego zjawiska, bo o ile w pozostałe dni tygodnia miejscowi to bardzo porządni ludzie, tak w ten jeden dzień w tygodniu, zamieniają się całkowicie. Co jest nijako dobrze zilustrowane tutaj:

O samych samcach bardzo krótko, ubiorą się w bluzy i potargane jeansy i wyjdą się zwyczajnie napier.... Samce zachowują się bardzo męsko, co z jednej strony jest rzeczą dobrą, bo puby są wolne od emo, hipsterów, hipisów i innych subkultur, które osobiście uważam za zniewieściałe. Z drugiej strony, z lekka gorylowate zachowanie też może być irytujące. I to co bardzo rzuca się w oczy to sposób w jaki traktują kobiety. Takie rzeczy jak puszczenie kobiety przodem w drzwiach, podanie jej krzesła jak siada czy jakakolwiek uprzejmość jest tutaj rzadkością. Ogólnie sposób wypowiedzi samców o tutejszych samicach pozostawia wiele do życzenia. http://www.youtube.com/watch?v=1MxwMUd9P7A Po raz kolejny Family Guy pomaga z ilustracją :).
Przemoc fizyczna to może trochę przesada twórców, ale przyznam, że ta tzw. wysoko rozwinięta Europa Zachodnia, troszkę zaskakuje brakiem ogłady. Irlandczyk bez namysłu powie swojej drugiej połówce "Ty jesteś tylko kobietą, nikt nie będzie brał Cię na poważnie". Oczywiście takie teksty się słyszy w miejscach jak puby, nigdy w pracy. 
Zupełnie mi nieznane traktowanie z góry kobiet powoduje pewne zakłopotanie. U nas brak ogłady w stosunku do kobiet jest rzeczą raczej osobniczą, tutaj ten model jest raczej rozmyty po całym społeczeństwie. Za ustąpienie miejsca kobiecie w ciąży w autobusie lub otworzenie drzwi, wpuszczenie przodem do windy, za to nie dostaniemy tutaj "dziękuje", tylko dowiemy się, że jesteśmy "Real Gentleman". Natomiast obserwujący taką sytuacje miejscowi samce, skomentują to, lub uznają za podryw. Co śmieszniejsze kobiety też, są tak zaskoczone takim zachowaniem, że uznają to za coś w rodzaju "podrywu". Jako przykład podam sytuacje w której to kobieta po 40stce w pubie zapytała się nas czy może zabrać fotel do stolika obok ponieważ brakowało im miejsc, a my mieliśmy nadmiar. Fotel wyraźnie był zbyt ciężki aby mogła sobie z nim sama zgrabnie poradzić więc znajomy Polak pomógł jej z tym. Spojrzenia w naszym kierunku coraz bardziej podchmielonych 40 plus letnich Irlandek towarzyszyły nam do końca wieczoru. 
W odróżnieniu od Polski, gdzie kobiety wymagają bardzo dużo od siebie, ale też chcą być godnie traktowane, tutaj kobiety nie wykazują zbytniej pruderyjności i też są traktowane znacznie gorzej. Co jest przyczyną a co skutkiem w tej sytuacji - nie mam pojęcia.

No to teraz o samicach. Niezależnie od pogody, dziś piątek, 23 listopada, wychodzę wieczorem do sklepu po coś do żarcia i na dzień dobry widzę miniówkę i białe nogi nieskalane słońcem, świecące w ciemności, trzęsące się z zimna. Nieważne, że sam ubrany jestem w zimową kurtkę i czapkę na głowie, nieważne, że wieje zimny wiatr i jest dość uszczypliwa mżawka - piątek to czas próby dla systemu odpornościowego kobiet. Oczywiście owa samica wyruszyła do sklepu gdzie na stoisku z alkoholem znalazła coś co ją rozgrzeje. I tu też niespodzianka, o ile my Polacy, to możemy stanąć w szranki i pić równo z miejscowymi, tak nasze kobiety prawdopodobnie nie miały by szans! Samice piją na umór, nawet jak ich oczy już lewitują, a podłoga płata im figle, dalej zamawiają kolejnego drinka. Można by rzec, że młodość swoje prawa ma, ale w kulturze Irlandzkiej w pubach spotkamy wszystkie pokolenia, ale o przestrzale wiekowym będzie później. 
Jeśli wybierzemy się do miejsca, które oferuje parkiety do potańczenia, możemy mieć wątpliwość czy czasem nie jesteśmy w osobliwym klubie nocnym. Samice będą odziane bardzo skromnie, a mówiąc skromnie mam na myśli: "nie będą miały na sobie dużo ubrań". Obecnie bardzo modne są w modzie półprzeźroczyste, krótkie sukienki, które wyglądają raczej jak przesycone sexem, a zresztą co będę opisywał, mniej więcej takie http://www.intymna.pl/p1381,874,3,30746,,monlight-magic-komplet-2709380-blk, ale trochę mniej przeźroczyste. Może takie to na lato trzymają. Nie żebym narzekam lub przeciwnie jakoś specjalni się tym ekscytował, mówię jak jest, bo jest trochę inaczej. Oczywiście to nie jest tak, że 100% kobiet się tak ubiera, ale 5% samic w piżamkach powoduje, że zadajemy sobie pytanie, czy aby na pewno to normalna "dyskoteka". 
Sobota rano też jest zabawna, dowiedziałem się ostatnio, że zjawisko, które tu widuję w soboty rano ma swoją nazwę i nazywa się "walk of shame". Ogólnie polega to na tym, że królowa wczorajszego wieczoru,  w swojej kusej sukience, mocno potargana wydarzeniami nocy poprzedniej, stoi na przystanku autobusowym próbując wymyślić jak wróci do domu. Melanż ją poniósł aż do legowiska samca, ale teraz już znaleźć drogę do domu. No i cały ten powrót to "walk of shame". 
Ogólnie to nie piszę o tym bo jestem zbulwersowany lub odwrotnie zafascynowany tymi zjawiskami, po prostu jest to bardzo inne niż u nas. Co ciekawe ta "mroczna" strona Irlandczyków zdaje się nie wpływać bardzo negatywnie na ten naród.

Bardzo pozytywnym zjawiskiem w pubach w Irlandii jest przestrzał wiekowy. Bardzo miło jest widzieć, że nawet typowi seniorzy koło 70tki, spotykają się w pubach, aby razem spędzić czas, posłuchać muzyki, pośpiewać. W zasadzie można tutaj s pubach spotkać wszystkie pokolenia, małe dzieci wrócą do domów z rodzicami przed 22. Miło wiedzieć, że posiadanie małych dzieci nie oznacza śmierci lub hibernacji swojego życia socjalnego, miło widzieć, że niezależnie od wieku i ambicji w życiu zawodowym, każdy może znaleźć czas na to, aby się oderwać od rzeczywistości ze znajomymi. Mimo jest wiedzieć, że tych dziadków na emeryturze jest stać, aby pojechać do pubu i tam jak człowiek zjeść sobie coś i się napić, że nie muszą walić luksusowej na ławeczce bez popity.

Bardzo miłym akcentem jest również to, że Ci muzycy wszędobylscy i tancerze, mogą sobie pozwolić na swoje artystyczno-hipisowskie życie, bo znajdują tutaj zatrudnienie i publikę dla której mogą grać. Fajnie jest też dostać czasem coś za darmo, jak np. frytki i kurczaka tylko dlatego, że się przyszło do klubu i jest się klientem. Takie małe rzeczy naprawdę zmieniają wizerunek pubów. Pamiętam za licealnych czasów w jednej knajpce dostawaliśmy chlebek ze smalcem do piwka i naprawdę od razu czuliśmy się kimś ważniejszym i nawet szanowanym.

A i żeby było bardziej prozaicznie, cena browara to jakieś 5euro za posiłek 10-15 euro.  





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz